Święta, święta i po świętach.... Tylko na pamiątkę zostały duże brzuchy, które zaraz postanowiłam zgubić. Od razu w poświąteczny wtorek zabrałam synka oraz jego kolegę i ruszyliśmy na wycieczkę. Zabraliśmy ze sobą tylko owoce i sok, no i oczywiście aparat :)
Dzień był piękny, słoneczny, cieplutki - marzenie... dzieci nawet nie marudziły, a przeszliśmy naprawdę kilka kilometrów!
W takich chwilach cieszę się, że mieszkam w takiej pięknej okolicy.... :) Że nie muszę przemierzać szmatu drogi, żeby zobaczyć pola, jeziora, łąki...
Niżej nasze małe, zapamiętane widoczki - niektóre okiem moim, niektóre okiem mojego synka :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz