wtorek, 4 września 2012

Poddrzewne szaleństwa :)

W ostatnim tygodniu wakacji udało mi się pojechać z synem do parku linowego. Była to nasz pierwsza taka wyprawa - nie myślałam, że będzie to dla niego aż taka frajda :) 
Niestety, jego wzrost nie pozwalał jeszcze na to, aby wejść na poziom średni, ale i na dziecięcym zabawy było co niemiara! 
Ja oczywiście latałam pod drzewami i cykałam zdjęcia, uwieczniając radość mojego, na co dzień dość poważnego, dziecka...
I jak sobie patrzę na te zdjęcia, to takie ładne są - takie naturalne.
Bo trzeba wiedzieć, że mój syn ma prawie 9 lat..., no i nadszedł dla niego niestety ten czas, kiedy nie chce pozować do zdjęć :(
Ba, pozować! On w ogóle nie chce patrzeć w stronę aparatu, ucieka, chowa się, jakby ten niewielki sprzęt miał go pogryźć, pokąsić i Bóg wie, co jeszcze.
A tam, pod tymi drzewami po prostu był szczęśliwy, był sobą, a ja, równie szczęśliwa mama, mogłam sobie fotografować do woli :)

I choć dziś już szkoła, choć zaczęła się znów codzienna rutyna, ja postanowiłam zatrzymać, zakląć na chwilę czas.
I pokażę kilka fotek mojego urwisa :)









A przy okazji chciałam zaprosić na pięknego bloga, który organizuje niespodziankowe CANDY! 

http://emiliarus.blogspot.com/2012/08/czas-na-candy-dzien-3-wyzwania.html
 Pozdrawiam i życzę pięknego dnia - chwytajcie ostanie dni lata :)

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Pędzący świat...


Bułat Okudżawa, Puszkin

Co było - nie wróci, i szaty rozdzierać by próżno.
Cóż, każda epoka ma własny porządek i ład...
A przecież mi żal, że tu w drzwiach nie pojawi się Puszkin,
tak chętnie bym dziś choć na kwadrans na koniak z nim wpadł

Dziś już nie musimy piechotą się wlec na spotkanie
i tyle jest aut, i rakiety unoszą nas w dal...
A przecież mi żal, że po Moskwie nie suną już sanie,
i nie ma już sań, i nie będzie już nigdy, a żal!

Podziwiam i wielbię mój wiek, mego stwórcę i mistrza,
genialny mój wiek, piękny wiek pragnę cenić i czcić...
A przecież mi żal, że jak dawniej śnią nam się bożyszcza
i jakoś tak jest, że gotowiśmy czołem im bić.

No cóż, nie na darmo zwycięstwem nasz szlak się uświetnił
i wszystko już jest, cicha przystań, non-iron i wikt...
A przecież mi żal, że nad naszym zwycięstwem niejednym
górują cokoły, na których nie stoi już nikt

Co było - nie wróci... Wychodzę wieczorem na spacer
i nagle spojrzałem na Arbat i - ach!, co za gość!
Rżą konie u sań, Aleksander Siergiejewicz przechadza się
ach, głowę bym dał, że już jutro wydarzy się coś!
          tłumaczenie: Witold Dabrowski


Piękna piosenka, piękne, głębokie słowa..., które zawsze poruszają moją duszę, moje serce. Bo ileż w nich prawdy o tym świecie! Życie przecieka nam między palcami, wszystko się zmienia, a do wspomnień niejednokrotnie serce się wyrywa z całych sił..., bo kiedyś było piękniej, lepiej.... Bo kiedyś wolniej płynął czas...
A teraz pędzimy, latamy, jeździmy... i nie mamy czasu się zatrzymać, póki się coś nie przydarzy i nie zmusi do namysłu nad naszym tu trwaniem na świecie...


Czas ucieka nieubłaganie, ludzie w naszym życiu przychodzą i odchodzą - czasem na chwilę, czasem na zawsze i nic nie można z tym zrobić... Takie życie - możnaby rzec. Pokaże Wam dziś zdjęcie tych, którzy odeszli ode mnie tylko na momencik, na parę minut ;), ale jak ładnie udało mi się uwiecznić to ich chwilowe odejście :)




I witam ponownie na moim skromnym blogu :)